sobota, 7 grudnia 2013

07.12.2013 Koh Samui, upał, 30stC

Potrzeba matką wynalazku, tym razem była to potrzeba oszczędzania. Dawno temu umówiliśmy się z mężem, że na wyjazdach jemy potrawy z danego kraju i to nam się udaje (chociaż coś dziś mąż zaczął przebąkiwać o żółtym serze i ogórku kiszonym...) a jak jesteśmy nad morzem/oceanem jemy na potęgę owoce morza. Będąc tutaj chcieliśmy się objeść świeżymi krewetkami na cały kolejny rok. Tyle, że ceny za te rarytaski mocno tutaj skoczyły. Za 100g owoców morza w restauracji trzeba zapłacić 130-150B (jedna krewetka jumbo waży jakieś 200g). Chodziliśmy sporo po targach i tam, za surowe krewety krzyczeli 300B/kg. Różnica na tyle duża, że sprowokowała MojegoWspaniałegoCwanegoIOszczędnego Małżonka do zakupu świeżynek i poszukania na mieście kogoś, kto nam je przyrządzi. Przyznam, że byłam dość sceptyczna, ale bez problemu się to udało. Pan, nie- Pani, tyle, że wcześniej była panem ;) oprawiła i poddusiła wszystko. Zjedliśmy kilogram fantastycznych krewetek maczanych w sosie chili za 300B +100B za usługę (dorzuciliśmy jeszcze 40). Tym sposobem od trzech dni wcinamy owoce morza i... zaczynają nam już uszami wychodzić, nigdy nie myślałam, że to powiem. Dzisiejsza kolacja była najdroższa za 790B mieliśmy krewetki, kraby, kalmary, małże i ośmiornice (Ania, oszalałabyś z radości przy tych ostatnich). Nie daliśmy rady zjeść wszystkiego i pewnie za miesiąc będę płakać myśląc o tym. Wieczór spędziliśmy na "Komari". Tak właśnie Matylka nazywa MuaThai.  Tak bardzo chciała obejrzeć walkę dziewczyn, ale rozpoczęcie się opóźniał, dziecko zmęczone zasnęło. Może i dobrze. Pierwszą walkę rozegrało dwóch mniej więcej ośmioletnich chłopców. Dla mnie dramat! Nie mam nic do boksu. Chcą chłopaki walczyć- ich sprawa, ale dzieci powinny siedzieć w domu i się bawić. Nikt mi nie wytłumaczy, że to też była zabawa. Razy były na poważnie. Ból i zmęczenie również. Starałam się, żeby nie było widać moich łez. Denerwowała mnie cała sytuacja. Tych dwóch malców i roześmiane, pijane towarzystwo turystów dookoła. Dzieci nie powinny pracować a tym bardziej w ten sposób!  Potem walka mężczyzn - dla mnie już bez emocji a może raczej bez tych negatywnych emocji. I jeszcze ten pijany młody człowiek, który wszedł na ring w przerwie między walkami i się po nim zataczał. Żałość i wstyd. Dobrze, że dziecko spało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz